<?xml version="1.0" encoding="UTF-8"?>
<rss version="2.0"
	xmlns:content="http://purl.org/rss/1.0/modules/content/"
	xmlns:wfw="http://wellformedweb.org/CommentAPI/"
	xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/"
	xmlns:atom="http://www.w3.org/2005/Atom"
	xmlns:sy="http://purl.org/rss/1.0/modules/syndication/"
	xmlns:slash="http://purl.org/rss/1.0/modules/slash/"
	>

<channel>
	<title>...prosto do celu &#187; Miejsca i podróże</title>
	<atom:link href="http://www.michalski.eu/index.php/tag/podroze/feed" rel="self" type="application/rss+xml" />
	<link>http://www.michalski.eu</link>
	<description>Paweł Michalski</description>
	<lastBuildDate>Thu, 25 Feb 2010 14:23:32 +0000</lastBuildDate>
	<generator>http://wordpress.org/?v=2.9.2</generator>
	<language>en</language>
	<sy:updatePeriod>hourly</sy:updatePeriod>
	<sy:updateFrequency>1</sy:updateFrequency>
			<item>
		<title>Mont Blanc 2007</title>
		<link>http://www.michalski.eu/index.php/222/mont-blanc-2007</link>
		<comments>http://www.michalski.eu/index.php/222/mont-blanc-2007#comments</comments>
		<pubDate>Fri, 12 Feb 2010 20:01:21 +0000</pubDate>
		<dc:creator>Pablo</dc:creator>
				<category><![CDATA[Miejsca i podróże]]></category>
		<category><![CDATA[alpy]]></category>
		<category><![CDATA[francja]]></category>
		<category><![CDATA[góry]]></category>
		<category><![CDATA[mont blanc]]></category>
		<category><![CDATA[włochy]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://www.michalski.eu/?p=222</guid>
		<description><![CDATA[Taki zapracowany ostatnio jestem&#8230; mało to piszę. Pomyślałem, że może dobrze będzie uzupełnić stronę jakimś opisem wyprawy. Tak więc proszę  
Mont Blanc jest najwyższym szczytem Europy, jego wysokość wynosi 4810m n.p.m. Po raz pierwszy został zdobyty 8 sierpnia 1786 r. o godzinie 18.23 przez lokalnego poszukiwacza kryształów Jacques&#8217;a Balmata i doktora Michela Paccarda.
Nasz pomysł na wyprawę zrodził [...]]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p><a href="http://www.michalski.eu/wp-content/uploads/2010/02/K1_DSC_0421.jpg"><img class="alignright size-medium wp-image-227" title="Mont Blanc Włochy" src="http://www.michalski.eu/wp-content/uploads/2010/02/K1_DSC_0421-300x199.jpg" alt="" width="300" height="199" /></a>Taki zapracowany ostatnio jestem&#8230; mało to piszę. Pomyślałem, że może dobrze będzie uzupełnić stronę jakimś opisem wyprawy. Tak więc proszę <img src='http://www.michalski.eu/wp-includes/images/smilies/icon_smile.gif' alt=':)' class='wp-smiley' /> </p>
<p><strong>Mont Blanc</strong> jest najwyższym szczytem Europy, jego wysokość wynosi 4810m n.p.m. Po raz pierwszy został zdobyty 8 sierpnia 1786 r. o godzinie 18.23 przez lokalnego poszukiwacza kryształów Jacques&#8217;a Balmata i doktora Michela Paccarda.</p>
<p>Nasz pomysł na wyprawę zrodził się 20 lutego 2007 roku. Jego inicjatorem był Artur Gabrysiak. Poza tym w wyprawie uczestniczyli: Wojciech Maślanka, Maciej Ciesielski i Ja (Paweł Michalski). Wyprawa odbyła się w dniach 21 do 29 kwietnia 2007 roku. Wejście zostało zaplanowane tzw. &#8220;Drogą Papieską&#8221;. Nazwaną tak na cześć jednego z członków wyprawy, która wytyczyła tą drogę &#8211; opata Achille Ratti późniejszego papieża Piusa XI.</p>
<p><strong>Dzień 0</strong></p>
<p>21 kwietnia około godziny 11:00 wyruszyliśmy z Katowic. Jechaliśmy przez Niemcy i Szwajcarię. W Niemczech zatrzymaliśmy się  na nocleg  przy jednym z autostradowych parkingów.</p>
<p><strong>Dzień 1</strong></p>
<p>Do Courmayer dotarliśmy 22 kwietnia o godzinie 15:00. Po dłuższym poszukiwaniu miejsca na zostawienie samochodu, przepakowaliśmy się i ruszyliśmy doliną <em>Val Veny</em> w kierunku lodowca <em>Glacier du Miage</em>. Spodziewaliśmy się długiej wielogodzinnej wędrówki asfaltową drogą, ponieważ, ze względu na budowane wiadukty przed tunelem pod Mont Blanc droga w dolinie była dostępna tylko dla miejscowych.  Mieliśmy jednak dużo szczęścia, gdyż spotkaliśmy się z włoską gościnnością. Przejeżdżający obok nas terenowy pickup zatrzymał się, gdy zobaczył nasz osprzęt (wiedział, że przed nami długa droga) i zaproponował nam transport. Myśleliśmy, że podwiezie nas tylko kawałek. Jednak jak się później okazało podwiózł nas nawet za rogatkę (miał klucz do kłódki), która stoi w miejscu w którym zaczyna się morena lodowca. Zostaliśmy wysadzeni dopiero w miejscu gdzie drogę przykrywały łaty śniegu &#8211; w pobliżu <em>Lac de Combal</em>. Podeszliśmy na pieszo pozostały kawałek drogi pod <em>Bar Combal </em>i<em> </em>tam zdecydowaliśmy się na nocleg.</p>
<p><span id="more-222"></span></p>
<p><strong>Dzień 2</strong></p>
<p>23 kwietnia, godzina 4:00 &#8211; pobudka. Rześkie alpejskie powietrze i piękne bezchmurne niebo napawało chęcią do działania. Szybkie śniadanko i ruszyliśmy w dalszą drogę. Ja pozwoliłem sobie jeszcze spojrzeć w stronę  doliny <em>Vallon de la Lex Blanche,</em> której przestrzeń robiła na mnie niesamowite wrażenie (wtedy jeszcze nie wiedziałem, że 2 lata później będę ta piękną doliną szedł w zupełnie innych okolicznościach &#8211; ale to już osobna historia).</p>
<p>Tego dnia mieliśmy dotrzeć do schronu <em>Gonalla</em>. Nie zdawaliśmy sobie sprawy ile ciężkiej pracy nas dzisiaj czekało . Dorga przez <em>Glacier du Miage</em> mijała bardzo sprawnie. Pod lodowiec <em>Glacier du Dome </em>dotarliśmy o godzinie 9:40. Dalej szlak wiedzie skałami w kierunku północnowschodnim i jest oznaczony co jakiś czas żółtymi punktami namalowanymi na skale. Jak się okazało przed nami było jeszcze wiele godzin drogi pod górę. <em>Gonelli</em> wypatrywaliśmy za każdym razem gdy wyłanialiśmy się zza kolejnych skał. W końcu o godzinie 13:30 nareszcie ukazała się mam malutka żółta budowla wysoko na skałach. Była dalej i wyżej niż się spodziewaliśmy, nikt z nas też nie spodziewał się, że dotarcie tam zajmie nam ponad 3 godziny. Bowiem na drodze do schronu musieliśmy się jeszcze zmierzyć z bardzo stromym polem topniejącego już śniegu, gdzie konieczna była asekuracja każdej osoby osobno. W schronie (3071m n.p.m.) byliśmy o godzinie  16:40. Wszyscy byliśmy wymęczeni!</p>
<p><strong>Dzień 3</strong></p>
<p>Wstaliśmy późno &#8211;  koło 5:00. Dzień był pogodny, po wyjściu ze schronu przywitała nas górska kozica.  Przed wyjściem w górę postanowiliśmy zostawić w schronie te rzeczy, które będą nam potrzebne dopiero na ostatni dzień. Dzięki temu odciążyliśmy znacznie nasze ciężkie plecaki. W górę wyruszyliśmy już bardzo późno, bo o godzinie  8: 00. Wiedzieliśmy, że to oznacza cięższą drogę przez lodowiec. Jednak nie śpieszyliśmy się, gdyż na ten dzień mieliśmy w planie przejść tylko najbardziej szczeliniastą część lodowca <em>Glacier du Dome</em> czyli podejść 550m w górę co zdawało się mam dość proste. Jednak tak się tylko wydawało. Kwietniowy topniejący śnieg pokrywał wiele szczelin pozostawiając tylko charakterystyczne fałdy zdradzające faktyczne podłoże po którym dreptaliśmy. Duże skupienie i liczne miejsca wymagające asekurowania spowodowały, że na polu śnieżnym pod <em>Piton des Italiens</em> (3650m n.p.m.) znaleźliśmy się dopiero o godzinie 16:30.</p>
<p><strong>Dzień 4</strong></p>
<p>Dzień prawdy &#8211; dojdziemy dziś na szczyt czy nie. Możliwości były różne. Wariant najbardziej optymistyczny: wchodzimy tego dnia na szczyt i wracamy do namiotu. Postanowiliśmy zabrać ze sobą tylko rzeczy potrzebne do ewentualnego noclegu w <em>Schronie Vallot.</em> Namioty i kolejna porcja zapasów żywności zostają tutaj, na lodowcu.</p>
<p>Wyruszamy w górę o godzinie 5:12. Na początku jest pięknie. Porządny mróz spowodował, że topniejący w dzień śnieg, teraz tworzył twardą powierzchnię, w której świetnie trzymały dziaby i raki. Sytuacja się zmieniła gdy około 7:30 dotarliśmy na zlodowaciałą stromą grań wiodącą z przełęczy <em>Col de Bionassay</em> w kierunku <em>Dome du Guter. </em>Grań był tak stroma, że trzeba było zdecydować po której stronie idziemy. Jednak ani jedna strona ani druga nie zachęcały do jakiejkolwiek akcji górskiej. Zbocze było tak oblodzone, że raki i czekany trzymały &#8220;na słowo honoru&#8221; . I stało się. Godzina 7:48 idący jako pierwszy Artur poślizgnął się i zaczął sunąć coraz szybciej po lodzie próbując bez skutku zahamować dziabą. Ja byłem drugi na linie! Czas stanął w miejscu..! wbijam czekan raz&#8230; nici, wbijam drugi raz&#8230;. znowu odłupał kawałem lodu i nie złapał, za trzecim razem czekan jakoś osiadł w lodzie. Przytuliłem się do niego i czekałem, a w zasadzie to czekaliśMY. Jednak Coś tam u góry nad nami czuwało i dało nam kolejną szansę. Lina się powoli napięła i wyhamowała zjazd. To wydarzenie zweryfikowało nasze plany na ten dzień. Dalej drogę ubezpieczaliśmy śrubami lodowymi, aż do śnieżnego grzbietu prowadzącego na <em>Guter&#8217;a</em> przez co wydłużyliśmy czas przejścia i zużyliśmy dodatkowe zapasy energii<em>.</em></p>
<p><em>Dome du Guter</em> przetrawersowaliśmy bliżej strony włoskiej. Następnie ruszyliśmy wzdłuż widocznego już schronu Vallot. Tam zmęczenie i słaba aklimatyzacja dała się odczuć mi. Toteż trochę hamowałem cały zespół. Ale powoli posuwaliśmy się w słusznym kierunku. Około godziny 11:00 przed nami było już tylko strome podejście pod <em>Vallota</em>. Jednak zajęło nam prawie godzinę ze względu na twardy lód na którym co jakiś czas ktoś z nas ujeżdżał. W schronie (4362m n.p.m.) byliśmy przed 12:00. Ze względu na kiepskie samopoczucie i zapowiadane na popołudnie pogorszenie pogody, postanawiamy głęboko się zastanowić nad kontynuacją drogi tego dnia. Mniej więcej w okolicach godziny 16:00 zapadła ostateczna decyzja, że śpimy tutaj i dopiero rano wypoczęci atakujemy szczyt.</p>
<p><strong>Dzień 5</strong></p>
<p>Wstajemy o godzinie 4:00. Na razie pogoda jest wyśmienita, jednak tego dnia ma się psuć już przed południem. Zapowiadane są nawet burze. Szybkie, lekkie śniadanko, przepak (zabieramy tylko niezbędne minimum) i w drogę.</p>
<p>O 4:45 jesteśmy na zewnątrz i idziemy na w kierunku szczytu. Mi wróciły siły, cały zespół szedł równo i sprawnie. Tego dnia na szczycie kładziemy &#8220;pierwszy ślad&#8221;. Stajemy tam 26 kwietnia o godzinie 6:19, po 3,5 dnia dogi. Na szczycie spędzamy około 10 minut. Robiąc zdjęcia i podziwiając piękne widoki. Zapada też decyzja o porzuceniu planów zdobywania &#8220;włoskiego blanka&#8221; <em>Mont Blanc de Courmayere </em>od którego dzieliło nas już tak niewiele. Chcemy jednak zejść jak najniżej przed zapowiadanym pogorszeniem pogody. Chwilowo nawet rozważamy przeczekanie w <em>Vallocie.</em> Nie mamy jednak gwarancji, że zła pogoda nie utrzyma się na dłużej. Decydujemy schodzić do namiotu. Po drodze dodatkowo pogarsza się samopoczucie Maćkowi, to utwierdza nas w przekonaniu, że zejść niżej to dobry pomysł. Szybko zachodzą chmury i robi się słaba widoczność. Za <em>Guterem</em> trochę błądzimy w poszukiwaniu naszej &#8220;lodowej grani&#8221;. Nie wiemy wtedy jeszcze, że  gdy już na nią trafimy i mozolnie będziemy pokonywać pogoda zepsuje się jeszcze bardziej. Przejście tej grani jest skomplikowane ze względu na konieczność asekuracji za pomocą śrub lodowych, których mamy ograniczoną ilość. To powoduje, że co jakiś czas musimy się spotykać w jednym miejscu aby śruby z tyłu przekazać prowadzącemu.</p>
<p>Zaczyna grzmieć w oddali, wyraźnie też zwiększa się siła wiatru i gęstnieje zachmurzenie. Widzimy coraz mniej. Na szczęście wkrótce docieramy w pobliże <em>Piton des Italiens, </em>gdzie gran już jest prostsza i możemy ją pokonywać szybciej. Wiatr stopniowo cichnie, robi się też  coraz cieplej &#8211; co akurat nam nie sprzyja w perspektywie wejścia na lodowiec. Na dodatek mgła gęstnieje tak mocno, że już na lodowcu osoba ostatnia w zespole linowym nie widzi pierwszej. Po zejściu na lodowiec okazuje się, że śnieg jest tak miękki, że zapadamy się po kolana. Wiemy, że sytuacja wymaga dużego skupienia. Poruszamy się po lodowcu, w bardzo miękkim i mokrym śniegu przy nikłej widoczności. W takich warunkach próbujemy odnaleźć namioty, ratuje nas zapisany w GPS waypoint. Powoli, krok po kroku, szczelina po szczelinie, odnajdujemy nasze zielone budy <img src='http://www.michalski.eu/wp-includes/images/smilies/icon_smile.gif' alt=':)' class='wp-smiley' /> . Radość jest wielka &#8211; idziemy spać!</p>
<p><strong>Dzień 6</strong></p>
<p>Budzimy się  o godzinie 5:00 mając nadzieje na widoczność umożliwiającą bezpieczne przejście przez najniebezpieczniejszą część lodowca. To tylko 550m, jednak już raz przekonaliśmy się jak ciężka jest ta przeprawa. Po wyjściu z namiotów byliśmy szczęśliwi, że widać całą drogę aż do schronu <em>Gonella. </em> Radość jednak nie trwała długo. Podczas składania namiotów, gdzina 5:40, w górę lodowca podnosi się mgła. Gdy złożyliśmy namioty już nic nie było widać. Zastanawialiśmy się nawet czy nie rozbić ich spowrotem i nie czekać, aż się coś zmieni. Jednak to by nie miało sensu. Im później tym lodowiec będzie cieplejszy i bardziej niebezpieczny. Postanawiamy powoli schodzić.</p>
<p>Zaraz na początku Artur wpakował się w niewielką szczelinę, na szczęście zatrzymał się na wysokości dupska.  To zdarzenie wpłynęło dość pozytywnie na naszą czujność i trochę mniej pozytywnie na morale. Powoli  posuwamy się w dół lodowca. Wraz z czasem i z zmniejszeniem się wysokości śnieg pokrywający lodowiec jest coraz bardziej miękki. Na szczęście już o godzinie 10:00 jesteśmy w schronie. Nie zamierzamy już dalej schodzić tego dnia. Liczne pola śnieżne na zejściu do lodowca <em>Miage </em>mogą być teraz zbyt roztopione i powodować zagrożenie osunięciem powodując lawiny mokrego śniegu. Mamy cały dzień laby i obżarstwa w schronie. Jest &#8220;pysznie&#8221;!</p>
<p><strong>Dzień 7</strong></p>
<p>Wstajemy około godziny 5:00. Artur narzeka na nogę. Rzeczywiście nie jest dobrze. Skorupy, które zawsze były dobre, teraz mocno obtarły nogi. Nie nastawia nas to pozytywnie w perspektywie wielkich odległości jakie dzisiaj mamy pokonać (Zejście na <em>Miage</em>, przejście do <em>Combal </em>i dalej do <em>Courmayere</em>). Cóż jeśli będzie trzeba to będziemy spać jeszcze jedną noc przy <em>Combalu</em>.</p>
<p>Zejście idzie tak sprawnie, że usypia naszą czujność i już niedaleko lodowca <em>Miage</em> Artur wpakował się w szczelinę w śniegu powstałą przy wygrzanej skale &#8211; tym razem zatrzymał się na plecaku. Jaki widać to, że to nie lodowiec nie zwalnia nas z czujności. Dochodzimy do lodowca Miage. Z początku idziemy ostrożnie później dochodzimy do części pokrytej skałami (w kwietniu przykrytymi jeszcze warstwą śniegu) gdzie możemy przyśpieszyć tempa. Gdy dochodzimy do <em>Bar Combal, </em>skąd już biegnie asfaltowa droga, postanawiamy, że Artur z bolącą stopą pójdzie powoli sam. My w tym czasie szybciej zejdziemy do <em>Courmayere</em> i postaramy się załatwić zgodę na wjazd na tą zamkniętą trasę lub kogoś kto tam pojedzie po Artura. Do samochodu dotarliśmy o 16:30 i ku naszemu zdziwieniu 10 minut później dotarł Artur, który po raz  kolejny zasmakował Włoskiej uprzejmości &#8211; ktoś go znalazł dreptającego &#8220;na jednej nodze&#8221; i przywiózł <img src='http://www.michalski.eu/wp-includes/images/smilies/icon_smile.gif' alt=':)' class='wp-smiley' />  Zaraz potem wyruszyliśmy do domu. Na nocowanie zatrzymaliśmy się w Szwajcarii przy autostradzie.</p>
<p><strong>Dzień 8</strong></p>
<p>Pobudka 5:00 i wio! W Polsce byliśmy o 17:00 w Katowicach o 20:00&#8230;. i nyny!</p>
<p>[ratings]</p>
<p><strong>Prezentacja 3D z trasą wyprawy:</strong></p>
<p><object classid="clsid:d27cdb6e-ae6d-11cf-96b8-444553540000" width="425" height="344" codebase="http://download.macromedia.com/pub/shockwave/cabs/flash/swflash.cab#version=6,0,40,0"><param name="allowFullScreen" value="true" /><param name="allowscriptaccess" value="always" /><param name="src" value="http://www.youtube.com/v/kDqAeI0ysP4&amp;hl=pl_PL&amp;fs=1&amp;rel=0" /><param name="allowfullscreen" value="true" /><embed type="application/x-shockwave-flash" width="425" height="344" src="http://www.youtube.com/v/kDqAeI0ysP4&amp;hl=pl_PL&amp;fs=1&amp;rel=0" allowscriptaccess="always" allowfullscreen="true"></embed></object></p>
<p><strong>Wybrane zdjęcia:<br />
<span style="font-weight: normal;">(więcej zdjęć: <a title="Mont Blanc 2007" href="http://galeria.michalski.eu/MontBlanc#" target="_blank">tutaj</a>)</span></strong></p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://www.michalski.eu/index.php/222/mont-blanc-2007/feed</wfw:commentRss>
		<slash:comments>0</slash:comments>
		</item>
	</channel>
</rss>
